Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wędrówki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wędrówki. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 30 października 2017

Łowicz i skansen w Maurzycach


Dzisiaj relacja z wycieczki do Łowicza.


Skansen Maurzyce


Duży teren, dzieci się nie nudziły, mogły sobie swobodnie biegać i zaglądać do otwartych domów. Izby chat i ich wyposażenie zabezpieczone są kratami.
W skansenie w Dziekanowicach można było wejść do każdego pomieszczenia. Podobało nam się to  o wiele bardziej, ale tam każdej chaty pilnowała jedna pani. Rozumiemy, że nie każde muzeum stać na tak duże zatrudnienie.


Pogoda dopisała, i dlatego obiad postanowiliśmy zjeść w tamtejszej karczmie. Posiłki można jeść w izbach lub na dworze. Zjedliśmy smaczny obiad (barszcz biały i jakieś kluski) w miłym towarzystwie karczmarki i małego kotka. 

Łowicz – plac zabaw.


Następnym etapem wycieczki był Łowicz. Zakotwiczyliśmy na dłużej w parku miejskim nad rzeką Bzurą. Dzieci rozbiegły się po placach zabaw. Bardzo rozsądnie rozdzielone były urządzenia dla dzieci małych i większych. Tak więc nasza grupa podzieliła się na dwie podgrupy:
dzieci nastoletnie z tatusiami
dzieci kilkuletnie z mamusiami.

Mimo tego, że place są dosyć zaniedbane, spędziliśmy tam sympatyczne dwie godziny.

Kawiarnia.


No i oczywiście trzeba było sobie podjeść coś słodkiego. Odwiedziliśmy kawiarnię, w której jest strasznie ciasno. Dlatego kawę piłam na stojąco. Ale ciasto było pyszne. Nie mogę jej znaleźć na mapie, nazwy nie pamiętam.

Planowaliśmy spedzić w skansenie cały dzień, ale jeżeli ma się w grupie wycieczkowej dzieci, plany często się zmieniają. Skansen się podobał, ale najważniejszym punktem wycieczki był plac zabaw. Na muzea już zabrakło czasu. Jest więc powód, żeby wybrać się do Łowicza po raz kolejny. 



sobota, 14 października 2017

Jesienny spacer

Dzisiejsze odwiedziny u znajomych zakończyliśmy spacerem w lesie. 
Dzień był ciepły i przyjemny. Taka prawdziwa "polska jesień", niestety w tym roku mało było takich dni.





niedziela, 20 sierpnia 2017

Co można zjeść w Szczecinku?

Miasteczko Szczecinek bardzo mi się podoba. Zatrzymaliśmy się niedawno w zadbanym parku nad jeziorem i postanowiliśmy zjeść obiad. Mimo złych doświadczeń, dzień później również jedliśmy w tym mieście. Poniżej przedstawię moje wrażenia z restauracji w Szczecinku, jeżeli znacie jakieś miejsce, gdzie można smacznie zjeść, to napiszcie w komentarzu. Szczecinek jest po drodze nad morze, często się tam zatrzymujemy i dobrze by było coś zjeść innego niż hod-dogi na orlenie. Zresztą stację Orlen w Szczecinku muszę pochwalić i hod-dogi też.

1. Sphinx - w galerii handlowej Hosso. Na 3 lub 4 piętrze. 
Jakość jedzenia: bez zarzutu,
Obsługa: powolna, zajęte były trzy stoliki, a mimo tego czekaliśmy bardzo długo.
No i ostatnia rzecz, która sprawia, że NIGDY już tam nie wrócę - BRUDNA TOALETA!

2. pizzeria Tratorria Due Gusti - http://www.duegusti.pl/menu/
Żenada. Wyobraźcie sobie, że nie stać ich na tekturowe kartoniki z naposem REZERWACJA. W momencie kiedy się juz rozlokowaliśmy przy dużym stole (7 osób, z dziećmi), podeszła do nas kelnerka i zapytała czy mamy rezerwację. Na naszą odpowiedź, obrażonym tonem odpowiedziała: "to proszę stanąć przy drzwiach i poczekać, zobaczę czy mamy wolny stolik". Wyszliśmy i nie czekaliśmy na werdykt nieuprzejmej pani. Możecie sobie wyobrazić miny dzieci, którym juz pachniała pizza?

3. Restauracja Azjatycka ul. Bohaterów Warszawy.
obsługa: uprzejma, szybka
toaleta: czysta
jakość jedzenia: zupy ok,
drugie dania takie sobie, duże porcje i świeże, nie mam się czego przyczepić, ale jakoś nikt nie był zachwycony. Nie mogę powiedzieć, że nie dobre, zjedliśmy wszystko, ale nie wrócimy tam.

Jeżeli możecie coś ciekawego polecic w Szczecinku, to bardzo proszę o link lub wpis w komentarzach.

sobota, 19 sierpnia 2017

Orawka - cicha i spokojna

Dzisiaj przedstawię Wam super miejsce.  Ośrodek wypoczynkowy na przesmyku między dwoma jeziorami: Wierzechowo i Drężno.
Wieś jest maleńka, nie wiem czy ma stałych mieszkańców, czy tylko letników.

Domki w ośrodku zbydowane były pewnie gdzieś w latach 80-tych. Łazienki zostaly później dobudowane. Dzięki temu, że w ośrodku nie wykonano wielu zmian, wszystko było "po staremu" fajne, czyli duże domki (trzy pokoje, kuchnia, lazienka) i duża odległość między domkami!
Do dyspozycji gości sprzęt pływający, miejsce pod dachem na grilla, ogrodzony plac zabaw, świetlica dla dzieci z dużą ilością zabawek, własna plaża i uprzejmy pan gospodarz.
Meble w domku były trochę nadgryzione zębem czasu, ale nie na tyle, by posuć komuś humor. Domki wyposażone są dobrze, może bez luksusu, ale jeżeli ktoś przyjeżdża w tak odludne miejsce, to chce spokoju i odpoczynku, a nie plazmy na pół ściany.

Polecam ośrodek wypoczynkowy ORAWKA, link poniżej i zdjęcia jeziora.
http://www.domki-orawka.pl/kontakt.php




niedziela, 28 maja 2017

Kulinarna Przystań w Kołobrzegu

Takie morze było wczoraj w okolicach Kołobrzegu. Możeciesię domyślić, że dalszych okolicach, ponieważ tak pustej plaży nie można znaleźć blisko miejscowości wypoczynkowych. Morze niebieściutkie, niebo niebieściutkie, ciepło i słonecznie.


Ale chciałam Wam dzisiaj zarekomendować nie piękny i spokojny Bałtyk, ale restaurację w Kołobrzegu. Mimo tego, że mamy dopiero maj, w okolicach latarni morskiej w Kołobrzegu wypoczynku szukał wczoraj tłum ludzi. Restauracje też były przepełnione. Robiliśmy sobie kółeczko: Towarowa, Morska i Obrońców Westerplatte i nie mogliśmy się zdecydować. Nagle, gdy mieliśmy już przechodzić przez blokowe podwórka i zacząć wybieranie od początku, zauważyłam na ulicy Obrońców Westerplatte, niepozorny, mały lokal. Schowany trochę za nieczynną pizzerią i dlatego niewidoczny.  W środku ok.4 stolików i brak gości. Puste lokale nie wzbudzają mojego zaufania, ale ponieważ wszyscy byliśmy już głodni, postanowiliśmy zaryzykować.
I dobrze się stało, ponieważ w "Kulinarnej Przystani" otrzymaliśmybardzo smaczny i duży obiad. 
Polecam. Menu niezbyt wyszukane, ale wszystko świeże i smaczne. Na pewno tu wrócimy.
Zdjęcie użytkownika Kulinarna Przystań.

 https://www.facebook.com/Kulinarnaprzystan/?fref=ts

niedziela, 26 marca 2017

Kraków - hotel Kazimierz

Uwielbiam Kraków, kiedyś bywałam tam regularnie raz na pół roku (praca).
Pracę zmieniłam i niestety nie odwiedzałam tego magicznego miasta już kilkanaście lat. Dlatego bardzo ucieszyłam się z delegacji do Krakowa. Chyba jako jedyna z grupy pięciu osób wydelegowanych na szkolenie w Krakowie.
Spaliśmy w hotelu Kazimierz na ulicy Miodowej 16. http://www.hk.com.pl/
Hotel bardzo mi się podobał, jest taki klimatyczny, pasuje do dzielnicy. Znajduje się w starej kamienicy, ale z wszystkimi współczesnymi udogodnieniami: winda, łazienka, wifi, tv.
Jedyną niewygodą był parking oddalony o 600 m. Ale trudno, jeżeli chce się mieszkać na starym mieście, trzeba się liczyć z brakiem parkingów.

Śniadanie było bardzo urozmaicone i smaczne. Mieliśmy w grupie wegankę i "chroniczną odchudzankę" i łasucha i łakomczucha. Wszyscy się najedliśmy i wyszliśmy do pracy w dobrych nastrojach.

Polecam hotel.

https://www.facebook.com/hotele.kazimierz/?fref=ts

wtorek, 15 listopada 2016

Pałac w Juchowie - smutne ruiny.

Takich miejsc jest niestety coraz więcej. Nie mogę tego zrozumieć, dlaczego nasze prawo nie chroni zabytków. Jakim to sposobem, pałac, który przetrwała wojnę, bolszewików, PRL, teraz jest taka ruiną? Poniżej film, w którym pani kustosz przedstawia historię pałacu. Zaciekawiło mnie zdanie "szkoła się wyprowadziła w 1987 roku i pałac zaczął popadać w ruinę". Dlaczego? Kto jest jego właścicielem? Dlaczego o niego nie dba?
Jeżeli właścicielem jest gmina, to dlaczego wyprowadziła szkołę? Pani kustosz jest żal, że taki ciekawy obiekt jest już ruiną, ale kto za to odpowiada? Kto odpowiada za stan zabytków w naszym kraju?



Przytoczę tu komentarz pod prezentacją obiektu na stronie  http://www.dworypalace.travel.pl/?p=1581
"Za stan budynku z resztą najpiękniejszego bez wątpienia w powiecie należą się gorące brawa konserwatorom a przede wszytstkim gminie w Bornem sulinowie. Gmina dba o tylko o Borne paskudną koszarową wiochę."
Nie mogę wyrazić swojej opinii, bo nie wiem o co tutaj chodzi. Czy znowu ma zastosowanie przysłowie: Jeżeli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze.

Ten przystanek był bardzo przygnębiający, niestety takich miejsc jest dużo.

poniedziałek, 14 listopada 2016

Pałac Siemczyno


W folwarku hotel. Park zadbany. Pałac w stanie jak widać. Nie  widać prac remontowych, Miejsce bardzo malownicze. Mam nadzieję, że pałac zostanie wyremontowany i nie popadnie w ruinę.

niedziela, 13 listopada 2016

Kłębowiec


Bardzo malownicze ruiny, co widać na zdjęciu.
Ruiny nie są zabezpieczone do zwiedzania, nie są też zamknięte i ogrodzone. Można swobodnie wejść do środka, na własną odpowiedzialność.

sobota, 12 listopada 2016

Zamek w Tucznie


Niestety mieliśmy pecha. Brama wjazdowa była zamknięta. W zamku mieści się centrum konferencyjne i widocznie była jakaś zamknięta impreza. Bardzo zamknięta, ponieważ niemogliśmy nawet wejść do parku.

piątek, 11 listopada 2016

Zamek Goraj


Neorenesansowy zamek w Goraju został zbudowany dla hrabiego Wilhelma Bolka von Hochberga w latach 1910-11. W zamku ma siedzibę Zespól Szkół Leśnych. Dzięki temu nie popada on w ruinę, jest dobrze utrzymany. Okoliczny park zadbany. "Park z przełomu XIX i XX w. którego kompozycja przestrzenna bazuje częściowo na istniejącym drzewostanie i stanowi połączenia widokowe z okolicą. Znajduje się tu cenny, zabytkowy starodrzew w wieku 100-150 lat" (http://www.polskiezabytki.pl/m/obiekt/6606/)

Piękna okolica, cisza i spokój. Byliśmy w Goraju w niedzielę rano, zwiedziliśmy zamek z zewnątrz i park. Bardzo dobre wrażenie.


Zamek Goraj – Kozia Góra

http://mapa.targeo.pl/Mapa_Polski,28,17.0708860,53.4281490?l=c381a8f7bfa4f1eb

Kilka słów o wycieczce z Zamku Goraj do Koziej Góry.

W następnych wpisach opowiem o naszych postojach w:
- Zamku Goraj
- Tucznie
- Siemczynie
- Juchowie
- Podwilcze
- Koziej Górze.



czwartek, 1 września 2016

Obiad w Kościerzynie

W Kościerzynie nie byłam od dawna. Może być już nawet 10 lat. Ponieważ przejeżdżaliśmy niedaleko w porze obiadu, postanowiliśmy zjeść coś z kuchni kaszubskiej. 
Nie pamiętałam, gdzie są jakieś restauracje, postanowiliśmy zajechać na Rynek i tam się rozejrzeć. 
Na Rynku zdumiała nas ilość wystawionych ogródków. Serwowano w nich różne dania obiadowe, nie tylko piwo! 
Z powodu pogody, postanowiliśmy jednak poszukać czegoś pod dachem.
Na Rynku znajdują się dwa bary mleczne, jeden był nieczynny, a drugi odstraszył nas nazwą. Nazywa się "bar mleczny PRL". Ponieważ nazwa ta nie kojarzy się z niczym dobrym ani smacznym, poszliśmy dalej, nawet nie zaglądając.
Weszliśmy do przytulnego lokalu, niestety dań lokalnych w nim nie było. Zamówiłam sobie pieczeń z sosem grzybowym. I drugi raz w życiu zrobiłam ten sam błąd, czytając sos z grzybów leśnych, automatycznie pomyślałam o aromatycznych borowikach. Lubię wszystkie grzyby, z wyjątkiem maślaków. I z jakich grzybów był sos? Oczywiście maślakowy. Gdy otrzymałam swoje danie, to przypomniałam sobie, że już kiedyś nacięłam się w taki sam sposób. Jeżeli w menu nie są podane konkretne grzyby, to pewnie będą maślaki.
Pieczeń była dobra, surówka też. Zupa seczuańska też, szkoda tylko, że podana prawie równocześnie z daniem głównym. 
Ale w sumie mogę lokal polecić. Sama jednak następnym razem będę szukała czegoś innego. Może coś polecicie? Najlepiej restaurację serwująca dania kuchni kaszubskiej. Pizzę i pieczeń wieprzową można zjeść przecież wszędzie.

Obiad jadłam w restauracji Hamlet, ul. Słodowa 1, 83-400 Kościerzyna


Zdjęcie pochodzi z map google. Strony nie znalazłam, strony na FB też nie.

wtorek, 16 sierpnia 2016

Trzcianka – pizzeria Mamma Mia


Zatrzymaliśmy się ostatnio na obiad w Trzciance. Trafiliśmy, zupełnie przypadkiem, do pizzerii. To był bardzo smaczny przypadek. Jedliśmy różne kebaby, tortille i ruskie pierogi. Wszystkie dania byłe smaczne, porcje duże i niedrogie. Pizzy nie próbowaliśmy, ale ładnie wyglądała. Przy sąsiednim stoliku grupa młodzieży zajadała wielką pizzę z dużym smakiem.

Zupy dnia też nie próbowaliśmy, ani żadnej innej. Ponieważ w czasie, gdy tam gościliśmy, nie było można już jej zamówić (ok. 17.00). I to jedyny minus, który przychodzi mi głowy. Za mało zupy!!!

Lokal ma gustowny, prosty, wystrój. Dostępne są foteliki dla dzieci, a w dużej, czystej toalecie przewijak.
Ponieważ polecam ten lokal, podaję namiary:

Trzcianka
ul. Żeromskiego 37
tel. 530 692 992

strona internetowa: http://mammamia-trzcianka.pl/
strona na FB: https://www.facebook.com/Mamma-Mia-274605349224956/
zdjęcie profilowe użytkownika Mamma Mia
Jest to zdjęcie profilowe z FB, taka grafika zdobi jedną ze ścian lokalu.

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Skansen w Dziekanowicach

Odwiedziliśmy w niedzielę skansen w Dziekanowicach. Polecam to miejsce na spokojne, niedzielne popołudnie z całą rodziną. Duża wieś bez much i charakterystycznych zapachów. Dzieci goniły się po trawiastych dużych przestrzeniach i przyswajały (tak mimochodem) informacje podawane przez tatę i miłe panie w długich spódnicach.
Chaty są bardzo różnorodne, nie brakuje też kościoła, wiatraków, dworu, szkoły.
Polecam to muzeum na wycieczkę z dziećmi, ponieważ jest też przygotowana dla nich wielka piaskownica z zabawkami.
W karczmie można smacznie zjeść. Na razie mamy przetestowane i polecamy: żurek, pomidorowa, kopytka z kapustą, plenze (placki ziemniaczane) z gulaszem lub śmietaną i oczywiście placek drożdżowy!
Byliśmy w skansenie po raz któryś (nie pamiętam, który), drugi w tym roku. I naprawdę lubię to miejsce, ale muszę się podzielić rozczarowaniem, które spotkało mnie wczoraj. Mianowicie we wsi były żniwa.Spodziewacie się kolorowo ubranych studentów uwijających się z kosą? Studentek śpiewających ludowe piosenki? Obrazów jak w filmie "Nad Niemnem"? Niestety nie, nie wykorzystano w skansenie możliwości   zorganizowania tematycznego festynu. Szkoda.
Niestety na pola między chałupami wjechał kombajn. Całą niedzielę hałasował i psuł atmosferę.

środa, 13 lipca 2016

Muzeum Arkadego Fiedlera w Puszczykowie

Całą niedziele spędziliśmy dość nietypowo, ponieważ zwiedziliśmy tylko JEDNO muzeum. Plan był inny, ale w muzeum Arkadeki Fiedlera atrakcji było tak dużo, że zakotwiczyliśmy tam na dłużej.
Replika legendarnego żaglowca Krzysztofa Kolumba Santa Maria w skali 1:1 - podobał sie wszystkim, dużym i małym. Mój 5 letni syn mógłby chyba tam mieszkać. Nawet dwuletni siostrzeniec zachowywal się jak prawdziwy wilk morski, oklepal wszystkie liny, ktratki i armatki.
Muzeum z pamiątkami i zdjęciami - warto dać sobie troche czasu, żeby wszystko dokładnie obejrzeć. Do tej części muzeum kilka razy wracały większe moje dzieci.
Ogród z kopiami rzeżb. Zaskoczyła mnie wielkośc głowy z Wysp Wielkanocnych, myslałam, że są większe.
Kawiarnia Mipetraka - bardzo sympatyczne panie serwują smaczne i świeże jedzenie. Własne wypieki. nie ukrywam, że właśnie na tarasie kawiarni spędziłam większość dnia.




Santa Maria. Zdjęcie pochodzi ze strony http://www.fiedler.pl/index,pl.html


Zapraszam do odwiedzenia tego ciekawego miejsca. http://www.fiedler.pl/index,pl.html
Zdjęcie pochodzi ze strony muzeum. Niestety swojego nie wkleję. Przejrzałam wszystkie i na każdym widnieje któreś towarzyszących nam z dzieci. A ja zdjęć dzieci w internecie NIE UMIESZCZAM.